sobota, 20 grudnia 2014

Opowiadanie 1. część XV



Głośne chrapanie Gawryły nie pozwalało jej spać. Już od dłuższego czasu się mu przyglądała. Włosy miał w zupełnym nieładzie. Musiał mieć bardzo przyjemny sen gdyż kąciki ust miał uniesione delikatnie ku górze. Było dopiero po czwartej.. I tak spała w sumie około dziesięć godzin. Ramię dawało jej się we znaki, dodatkowo czuła się strasznie skołowana po tym całym znieczuleniu. Wstała i skierowała się do kuchni. Wzięła jakieś tabletki przeciwbólowe, które wczoraj kupił jej Piotr. Poszła do łazienki. Zdjęła opatrunek i przyjrzała się narobionym szkodom. Karciła się w myślach za własną głupotę. Nalała sobie wody do wanny. Gorąca kąpiel była jej potrzebna - w końcu mogła o niczym nie myśleć, odprężyć się i zapomnieć o całym wczorajszym dniu. Położyła się, uważając żeby nie zamoczyć rany. W pewnym momencie sięgnęła po telefon i wysłała SMSa do brata. Wiedziała że chłopak na pewno śpi ale Piotr jej wczoraj wspominał, iż Przemek prosił żeby się do niego odezwała kiedy tylko poczuje się lepiej. Wyszła z wanny dopiero kiedy woda stała się zimna. Owinęła się ulubionym ręcznikiem i zaczęła myć zęby.  Starała się nie patrzeć na teraz już pulsujące od bólu ramię. Nałożyła świeży opatrunek i wróciła do kuchni gdyż strasznie chciało jej się pić. W lodówce znalazła swój ulubiony sok pomarańczowy. Kolejny raz zganiła się za swoją niezdarność gdyż obracając się, przypadkiem trąciła ręką szklankę która wylądowała na podłodze i po prostu się stłukła. W środku nocy w takiej ciszy brzmiało to przynajmniej jak wystrzał z armaty. Blondynka aż podskoczyła. Na szczęście szkło nie wylądowało jej na nodze.

Obudził go huk tłuczonego szkła. Na początku myślał że to tylko jego wyobraźnia, lecz kiedy zobaczył pustą połowę łóżka natychmiast wzrosła mu adrenalina. Zerwał się jak głupi i rzucił biegiem do kuchni. Zobaczył blondynkę w samym ręczniku, która cicho klnąc zbierała potłuczone kawałki szkła. Głęboko odetchnął… Ufff.. Nic jej się nie stało. Szybko do niej podszedł i objął ją od tyłu. Czuł że dziewczyna lekko się wzdrygnęła.
- Zostaw, ja to posprzątam
- Przepraszam że cię obudziłam, przypadkowo stłukłam.. - zaczęła się tłumaczyć, Piotr jednak nie dał jej skończyć.
- Ciii.. - przyłożył jej palec do ust - Idź się połóż - powiedział stanowczo
Posprzątał porozwalane szkło. Zobaczył wyjęty karton z lodówki więc domyślił się że blondynka chciała się napić. Nalał jej soku do nowej szklanki i poszedł do sypialni.
Hana siedziała na łóżku. Zdążyła się już przebrać.
- Trzymaj - wręczył jej szklankę z napojem
- Dzięki - spojrzała na niego. Włosy miał rozczochrane we wszystkie możliwe kierunki.
- Idziemy spać? - ziewnął i spojrzał na nią leniwie
- Spaać? Żartujesz sobie? - wstała i odłożyła szklankę na komodę. Wpadła na szatański pomysł. Bez chwili zastanowienia dosłownie skoczyła na Piotra. Oboje wylądowali na łóżku głośno się śmiejąc. Rozpoczęła się bitwa na poduszki. Mimo tego że Piotr był o wiele silniejszy, Hana już po chwili dominowała i siedziała na nim okrakiem. Wszystko nie odbyło się oczywiście bez ogromnej dawki śmiechu.
- Zaraz pobudzimy sąsiadów - powiedziała próbując złapać oddech równocześnie szeroko się uśmiechając.
Piotr nic nie odpowiedział. Mocno ją do siebie przytulił. Nie miał na sobie koszulki, więc Hana widziała jak nawet przy najdelikatniejszym ruchu pracują jego mięśnie. Takiej klatki piersiowej pozazdrościł by mu niejeden facet - blondynka nie mogła się napatrzeć na jego idealnie wyrzeźbiony, jak to się potocznie mówi "kaloryfer".  Pogłaskał ją po policzku i zadał pytanie które od dłuższego czasu nie dawało mu spokoju:
- Hana, kocham Cię najmocniej na świecie i chciałbym żebyś poznała moich rodziców. Czy zechciałabyś ze mną do nich pojechać? Uwierz mi że bardzo pragną Cię poznać - patrzył jej prosto w oczy, które teraz wydawały mu się być w kolorze szafiru.
- Piotr.. - widziała w jego oczach tę nutkę niepewności oraz stuprocentowy wyraz miłości - No pewnie że chciałabym ich poznać głuptasie.. Tylko trochę się boję.. A co jak mnie nie polubią?
- Ciebie nie da się nie polubić misiu - na jego twarzy zagościł łobuzerski uśmiech, ten który Hana kochała najbardziej - Co powiesz na to żebyśmy pojechali w środę, po twojej wizycie kontrolnej i wrócili na przykład w piątek? Weekend mielibyśmy dla siebie.. - przy ostatnim zdaniu puścił jej oczko.
- Ty nie masz za dobrze w tej pracy? Możesz sobie brać ot tak sobie kiedy chcesz urlop? No ja chyba sobie z tym naszym dyrektorem porozmawiam - dała mu kuksańca w bok - Tak w ogóle to gdzie mieszkają twoi rodzice?
- W Krakowie
- O no proszę, więc wychowałeś się w Krakowie?
- Tak, mieszkałem tam od urodzenia. Wiesz już ze w Warszawie mieszkam dopiero od około dwóch lat.
- No proszę, dobrze wiedzieć co nieco o swoim.. - na sekundę się zacięła co nie uszło jego uwadze  - o swoim mężczyźnie.. - dodała już nieco speszona. Nie chciała się zagalopować i powiedzieć narzeczonym gdyż ostatnio dość często o tym rozmyślała. Jak by wyglądał ich ślub.. dzieci.. wspólne życie jako szczęśliwe małżeństwo. Wiedziała tylko jedno, przy nikim już nie mogłaby być szczęśliwa oprócz przy Piotrze. Ich miłość jest miłością od pierwszego wejrzenia, coś w co wcześniej uważała za kompletne bzdury. Zawsze była zdania że zakochanie to proces długotrwały i wymagający dużo pracy obydwu stron.. A ona się zakochała dosłownie na pstryknięcie palcami.
- Boisz się czegoś? - mężczyzna zadał to pytanie kompletnie wybijając ją z stanu rozmyślenia
Pochyliła się nad nim, w tym momencie stykali się czołami i wzajemnie czuli swoje przyśpieszające oddechy
- Boję się że cię stracę
- Obiecuję że nigdy cię nie zranię.. Hana jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie, życie bez ciebie nie miało by najmniejszego sensu - mówił to z ogromnym spokojem, dziewczyna wiedziała że płynie to prosto z jego serca. Po chwili oboje usnęli, śniąc o wspaniałej wspólnej przyszłości..


Cudem udało mu się wyjść z sypialni nie budząc blondynki. Zamknął drzwi od ich sypialni i poszedł do łazienki. Raz - dwa się ubrał, narzucił na siebie płaszcz, wziął klucze i dosłownie na paluszkach wyszedł z mieszkania. Udał się do najlepszej piekarni w Warszawie. Kupił świeży chleb, oraz przepyszne croissanty które musiały być dosłownie przed chwilą wyjęte z pieca bo były strasznie gorące. Wczoraj specjalnie sprawdzał jeszcze zapasy w lodówce, ale było całkiem nieźle więc wyprawa do supermarketu była niepotrzebna. Wracając do auta, zobaczył na ulicy starszą kobietę, która sprzedawała róże.
- Dzień dobry, jakim cudem o tej porze roku pani sprzedaje takie piękne róże?
- Witam, a widzi pan.. we własnym ogrodzie to o każdej porze roku wszystko wyrośnie, a jak jeszcze się o to dba..
- Niech pani mi wierzy że byłem w wielu kwiaciarniach w Warszawie i tak ślicznych  tam nie zastałem.. A moja kobieta uwielbia te kwiaty
- To pana małżonka ma świetny gust. Podobno jak kobieta lubi róże to jest bardzo namiętna i gorąca w uczuciach a zarazem bardzo wrażliwa i łatwo ją zranić.. W takim razie ile mam panu zapakować?
- Hm.. zawsze mam problemy ile tych kwiatów wziąć..
- Zapakuję siedem, to zrobi się taki śliczny bukiecik
- O tak! Idealnie - kiedy tak chwilkę stał spojrzał na zegarek i lekko się zdenerwował.. Bał się że nie zdąży wrócić i wszystkiego przygotować zanim Hana się obudzi. Było już wpół do ósmej..
- Proszę bardzo, żona na pewno się ucieszy - staruszka wręczyła mu ślicznie obwiązany bukiecik
- Bardzo pani dziękuję - uśmiechnął się i wręczył kobiecie banknot - Reszty nie trzeba! - dodał i biegiem udał się do samochodu.
Żona… jak to pięknie brzmi… na dodatek jego żona… Dziś w nocy usłyszał jak się zająknęła mówiąc kim dla niej jest. Może to znak? Oczywiście myślał już o tym od samego początku.. Ale na razie odrzucał od siebie te myśli. Sam uważał ten pomysł za szalony, żeby po tak krótkim związku brać od razu ślub. Szalony w sensie zbyt szybki, chociaż on tego pragnął jak niczego innego. Bał się po prostu że ukochana uzna go za jakiegoś szaleńca. Tylko to wstrzymywało go jak na razie, od poproszenia ją o rękę.
Zaczął też myśleć o jutrzejszej uroczystości, gdyż oficjalnie wypadają jej 28 urodziny. Co prawda prosiła go żeby już nie robił jej żadnych prezentów w związku z tym samochodem, więc kupił tylko drobiazg, który miał nadzieje że jej się spodoba.
Kiedy wszedł do mieszkania, z ulgą stwierdził że blondynka jeszcze śpi. Udał się do kuchni i zaczął przygotowywać prawdziwie królewskie śniadanie. To właśnie dlatego udał się z rana na miasto. Obiecał sobie, no i przede wszystkim Hanie, że od teraz nigdy w życiu nie wypuści ją z domu bez pełnowartościowego posiłku. Po prostu będzie pilnował żeby jadła. Może brzmi to banalnie, ale nawet Wiktoria mu w tym aspekcie zwróciła uwagę. Kiedy wszystko było gotowe, wziął tacę z jedzeniem i udał się do sypialni.
- Hana.. kochanie - podstawił tacę na szafce nocnej i pochylił się nad jej uchem - Zrobiłem ci królewskie śniadanie
- Mmmm.. czyżby śniadanie do łóżka? - na sekundę przywarła do niego ustami
- Ty chyba masz ze mną za dobrze - zaśmiał się i położył obok niej
- Ojej! Ja sama tyle przecież nie zjem.. - zaczęła marudzić kiedy tylko zobaczyła ilość jedzenia na tacy - Jakie piękne róże!
- Zjesz zjesz.. Już na tego dopilnuje - pogroził jej palcem
- Mmm ale jak to wszystko ślicznie pachnie.. A wygląda jeszcze lepiej..  - zaczęła powoli jeść. Piotr bawił się jej włosami. Do pracy miał dopiero na 10 więc nigdzie się nie spieszył. Spojrzał na okno. Warszawa była opatulona mgłą, mogło być maksymalnie 18°C. Był 12 października. Pomyślał jak ten czas szybko leci..
- O czym myślisz?
- Ubolewam, że muszę iść do pracy, a dziś bardzo chętnie zostałbym w domu - zrobił smutną minę
- Chciałoby ci się samemu siedzieć w domu? - Hana postanowiła się z nim trochę podroczyć
- A panienka to się gdzieś wybiera? - zapytał, siląc się na ostry ton
- No na pewno nie zamierzam siedzieć w domu..
- Słucham? Już ją ci przemówię do rozumu - zwinnie odstawił tace na podłogę i namiętnie pocałował ukochaną, nie dając jej nawet złapać oddechu. Uwielbiał się z nią całować.. Jej usta zdawały się być idealnie dopasowane do jego ust. Za każdym razem w takiej chwili oboje wędrowali do krainy w której byli tylko oni.. Czas wtedy stawał w miejscu.
- A tak na poważnie? - oderwał się od niej po chwili żeby złapać oddech. Hana dyszała jakby właśnie przebiegła maraton..
- Lena dziś nie ma dyżuru więc jedziemy z nią i z Felkiem na małe zakupy. W sumie to dobrze się składa, muszę sobie kupić jakąś ładną sukienkę skoro mam poznać twoich rodziców - powoli wracał jej normalny oddech. Była pewna że gdyby w tym momencie ktoś zmierzył jej ciśnienie to złapałby się za głowę. Jak nic z tym człowiekiem nabawi się nadciśnienia.
- Hm... okej, ale proszę cię żebyś się nie przemęczała. I jak już coś kupisz to zostaw to później w bagażniku, ja jak wrócę to to wniosę. Uważaj na ramię, nie dźwigaj za dużo - opuszkami palców dotknął jej policzka
- Tak jest panie doktorze
Zadzwonił telefon. Piotr wstał i poszedł do przedpokoju. Po przeszukaniu prawie wszystkich kieszeni płaszcza udało mu się odebrać..
- Gawryło, słucham
- Ech.. a jak ciśnienie?
- Dobrze, będę za 20 minut - rozłączył się i wszedł z powrotem do sypialni. Hana od razu po jego minie wywnioskowała że dzwonili ze szpitala.
- Muszę jechać, mój pacjent…
- Piootr, przecież wiem jak to jest być lekarzem. Leć, nie tłumacz mi się - odparła
- Będę po 18.. może uda mi się wyrwać trochę wcześniej - z ogromnym poczuciem smutku z powodu rozstania na te długie godziny, pocałował ją w usta. Tym razem bardzo skromnie i subtelnie.. - Uważaj na siebie, proszę - ostatni raz pocałował ją w czoło i szybkim krokiem wyszedł z mieszkania.
Hana dokończyła śniadanie i poszła do kuchni posprzątać. Kiedy zmywała naczynia, dostała SMS-a, nie było to więcej jak 20 minut po wyjściu Gawryły
"Zapomniałem tylko dodać że bardzo Cię kocham"
"Ja chyba Ciebie też.. Jedź do tego szpitala, bo bez ciebie nie dają sobie rady mój niezastąpiony mężczyzno"
"Już dotarłem, wszyscy się pytają o moją niezastąpioną kobietę"
"Szybko strasznie, ciesz się ciołku że mnie nie było w tym aucie bo byś miał niezłe kazanie"
W międzyczasie zadzwoniła Lena. Dziewczyny umówiły się, że Hana podjedzie po nią i Felka o 12. Miała jeszcze ponad półtorej godziny więc powoli zaczęła się szykować. Zmieniła opatrunek, ładnie się ubrała, nałożyła makijaż, rozczesała włosy. Około 11 wyszła z mieszkania i wesoło podśpiewując skierowała się w stronę samochodu.

niedziela, 30 listopada 2014

Opowiadanie 1. część XIV



- Nie masz mi za co dziękować.. Obiecaj mi tylko że będziesz się bardziej oszczędzać - odparła rudowłosa i po chwili dodała - Chcesz żebym zawołała Piotra?
- Tak, zawołaj go jak możesz..
- Okej, przypominam że za dwa dni się widzimy na wizycie kontrolnej. I gdyby coś się działo to od razu dzwoń. Jak już kroplówka cała zejdzie to zawołaj pielęgniarkę, ja muszę lecieć bo zaraz mam operację z Samborem . Pa!
W tym samym czasie do głowy Piotra przychodziły najczarniejsze scenariusze.. Co się mogło stać? Gdyby ktoś skrzywdził jego Hanę chyba by go własnoręcznie zatłukł.. Nic by go nie powstrzymało.. Miał rozdarte serce odkąd zobaczył okropny wyraz bólu na jej twarzy…
Consalida wyszła na korytarz. Od razu rzuciła jej się w oczy postać Piotra, który w tym samym momencie podniósł głowę i na nią spojrzał. Dziewczyna usiadła na krzesełku obok i spokojnie zaczęła:
- Zanim zadasz mi sto pytań co się stało muszę cię ochrzanić.. - Piotr spojrzał na nią pytającym wzrokiem
- Musisz jej bardziej pilnować.. Przez cały dzień nie zdążyła nic zjeść, tłumacząc się nawałem pracy..
Zemdlała kiedy wracała z bloku, pechowo wpadając na pielęgniarkę niosącą jakieś szklane rzeczy do laboratorium.. Osiem szwów - popatrzyła na swojego rozmówcę, który jak dotąd nie odezwał się ani słowem.
Głęboko wypuścił powietrze z płuc. Słuchał Wiktorii na bezdechu, najgorszy strach minął.
- Halo Piotr wszystko w porządku?
- Taa - odparł cicho - Mogę ją zobaczyć? Kiedy ma się stawić na kontrolną?
- W środę
- Dziękuję Wiktoria
- Nie ma sprawy, jakby coś to dzwoń - poklepała go przyjacielsko po ramieniu i wróciła do pracy
Piotr jeszcze chwilkę tak siedział i starał się uspokoić. Podszedł do drzwi i delikatnie zapukał. Usłyszał ciche ,,Proszę", otworzył drzwi. Hana siedziała naprzeciw jego, miała zamknięte oczy. Piotr podszedł do niej i delikatnie złapał ją za rękę.. Miała jak zwykle zimne. Blondynka otworzyła oczy. Piotr w błękicie jej tęczówek widział zmęczenie całym dzisiejszym dniem. Pogłaskał ją po policzku, tak bardzo bolało go serce..
- Przepraszam.. szepnął
- Piotr.. - Hana zatopiła się w zieleni jego tęczówek. Podane jej znieczulenie musiało być wyjątkowo mocne ponieważ strasznie ciężko się jej myślało a co dopiero mówiło.. Ogarniała ją straszna senność..
- Ty mnie nie masz za co przepraszać - wzięła głęboki wdech, poczuła tak dobrze mu znany zapach jego perfum . - To ja cię powinnam przeprosić, ponieważ jestem strasznie nieodpowiedzialna
- Ciii.. nic już nie mów, widzę ile cię to kosztuje - Nachylił się i delikatnie musnął jej wargi. - Zaraz zabiorę cię do domu - szepnął jej po chwili do ucha.
- Nie byłam dziś u Przemka, obiecałam że wpadnę dziś do niego - przypomniało jej się po chwili,  - zaczęła się nerwowo krzątać
- Ciii.. dziś już nigdzie nie pójdziesz.. Nie martw się kochanie, pójdę do niego i sprawdzę czy z nim wszystko w porządku.
- Tylko wracaj szybko - uśmiechnęła się, Piotrowi podniosło się ciśnienie. Wreszcie wszystko wracało na swoje miejsce.
Szedł korytarzem na OIOM. Kiedy czekał na windę, zaczepił go Stefan
- Hej Piotr! Słuchaj wszystko w porządku z Haną? Słyszałem co się stało - Piotrowi robiło się cieplej na sercu kiedy widział jak wszyscy martwią się o jego ukochaną. Świadczyło to tylko o tym że nie tylko jemu na niej zależało, ale również jej przyjaciołom.
- Niby wszystko okej ale ma założonych aż osiem szwów - odpowiedział patrząc w niby zawsze wesołe oczy dyrektora
- Jezu.. słuchaj wiem że Sambor prosił cię dziś żebyś wziął dzisiaj jego nockę, ale może lepiej zostań z Haną, ona cię będzie bardziej potrzebować. Ja zostanę - poklepał go po ramieniu, chociaż tak mógł się przydać. - Najchętniej i z całego serca bym ci dał tydzień wolnego, ale chyba niedługo nam tutaj lekarzy zabraknie..
- Dziękuję Stefan, jestem ci niezmiernie wdzięczny
Wsiadł do windy i po trzech minutach był już na OIOMie. Wszedł do sali Przemka w której siedziała akurat Agata
- No hej szwagier - zaczął roześmiany Przemek
- Hej Przemo - Piotr wyraźnie nie podzielał jego dobrego humoru. Chłopak widząc ponury nastrój Piotra zrobił grobową minę
- Coś się stało? Gdzie Hana?
- Hana miała mały wypadek dziś w pracy, chciała żebym przyszedł sprawdzić czy wszystko u ciebie w porządku.
- Jaki wypadek? Gdzie ona jest? Ja muszę zaraz do niej iść - blondyn zaczął zdejmować z siebie całą aparaturę
- Ejej a ty gdzie? - wtrąciła się Agata - Nie przejdziesz nawet dziesięciu metrów
Piotr streścił mu wszystko czego dowiedział się od Wiktorii
- Przemo spokojnie wszystko jest okej, tylko weź do niej teraz nie dzwoń - powiedział widząc że Zapała sięga po telefon - Jest strasznie zmęczona, zaraz zabieram ją do domu
- Powiedz jej proszę żeby do mnie zadzwoniła jak poczuje się troszkę lepiej, a i powiedz żeby się o mnie nie martwiła bo ja zdrowy jak koń już jestem! - Agata cicho się zaśmiała a Przemek spojrzał na nią wilkiem
 Piotr uśmiechnął się i już miał wychodzić, kiedy odezwał się Przemek
- Słuchaj Piotr! Jeszcze jedno.. znowu wydzwania do mnie ojciec.. Ciągle o nią pyta, powiedział że koniecznie musi się z nią spotkać.. Mówi że to coś ważnego i nie spocznie póki z nią nie porozmawia..
- To mu powiedz że mógł z nią rozmawiać kiedy ona chciała złapać z nim kontakt - odparł zbulwersowany, Hana mu opowiadała jak kiedyś próbowała nawiązać z nim kontakt a on ją olał
- Mówię mu to samo,  sam już nawet od niego nie odbieram
- Idę, Hana już na pewno na mnie czeka
- Okej, ucałuj ją ode mnie - rzekł Zapała
- Trzymaj się - odparł Piotr i udał się z powrotem na SOR

Pielęgniarka właśnie odłączała ją od kroplówki. Piotr stanął w drzwiach i skrzyżował ręce na piersi.
- Da pani doktor radę iść czy przyprowadzić wózek? - spytała pielęgniarka
- Nieee, dziękuję bardzo - twarz blondynki oblał delikatny rumieniec - Dam radę - uśmiechnęła się widząc bruneta stojącego w drzwiach. - Mam tutaj fachową pomoc - dodała kiedy pielęgniarka już wyszła i zostali sami.
- U Przemka wszystko okej, kazał mi ciebie ucałować - podszedł do niej i bardzo subtelnie skradł jej całusa.
- Wariat - mruknęła pod nosem
- Powinnaś być całowana. I to często. I to przez kogoś, kto się na tym zna - chwycił ją za rękę, natychmiast oblał ją delikatny rumieniec.

Szła wtulona w jego pierś. Piotr trzymał rękę na jej talii. Miała zamknięte oczy. Otworzyła je dopiero kiedy doszli do jego samochodu. Brunet pomógł jej wsiąść, widział że ten dzień strasznie ją wykończył. Zastanawiał się tylko jak wróci po jej samochód, bo samej prowadzić na pewno jej nie da! Nie w tym stanie i nie po znieczuleniu.. Nawet nie było dyskusji. Blondynka po dziesięciu minutach już spała..

Ktoś szeptał jej do ucha jej imię.. Czuła dotyk jego ciepłych dłoni na policzku. Otworzyła oczy. Pierwsze co zobaczyła to to, że jest u siebie w domu, leży na kanapie. Zasłony były zasłonięte więc nie umiała określić która jest godzina. Piotr leżał koło niej na kanapie i łobuzersko się uśmiechał. Radość biła z jego zielonych oczu..
- Co się stało?
- Wiesz że mówisz moje imię przez sen?
- Która godzina?
- Około 21.. spałaś ze cztery godziny - odgarnął jeden niesforny kosmyk z jej twarzy i włożył go jej za ucho  - Jak się czujesz? - zrobił zatroskaną minę
Dopiero teraz poczuła ogromny ból w okolicy prawego ramienia. Wcześniej kiedy patrzyła na ukochanego nie liczyło się nic.. - Auu.. - syknęła kiedy próbując wstać zrobiła gwałtowniejszy ruch
- Ejej nie wstawaj, kupiłem ci tutaj przeciwbólowe - wskazał głową na torbę leżącą na stole
- Czy ty mnie tutaj wniosłeś? - Hana za nic nie przypominała sobie momentu kiedy chociażby wysiadała z samochodu.. - Jezu samochód! Zostawiłam pod szpitalem.. - kompletnie o tym zapomniała
- Spokojnie, kluczyki leżą na szafce w przedpokoju, wszystkim się zająłem
- Czy ty przypadkiem nie miałeś dziś dyżuru za Sambora?
- Stefan go za mnie wziął.. Obiecałem opiekować się tobą - mężczyzna przewrócił oczami i szarmancko się uśmiechnął, Hanie aż zakręciło się w głowie..
- Jesteś najlepszym facetem na świecie wiesz? - szepnęła i przybliżyła się do jego twarzy niebezpiecznie blisko. Piotr dostał palpitacji, jego serce już dawno wypadło z normalnego rytmu.
Wyglądał bosko ze swoimi rozczochranymi włosami, płonącymi, zmrużonymi, zielonymi oczami i teraz już poważnym, mrocznym wyrazem twarzy. Wtopiła rękę w jego gęste włosy, natychmiast zapomnieli się w namiętnym pocałunku..

niedziela, 23 listopada 2014

Opowiadanie 1. część XIII


Dźwięk budzika drażnił jej uszy. Otworzyła oczy. Piotr leżał wtulony w jej plecy a ręce miał zawinięte  wokół jej talii. Delikatnie sięgnęła po telefon i wyłączyła irytujący dźwięk. Spojrzała jeszcze raz na swojego mężczyznę. Biło od niego takie ciepło że spokojnie mogła go uznać za swój własny piecyk. Pogładziła go po policzku i delikatnie pocałowała. O dziwo nawet się nie obudził. Powoli zwlokła się z łóżka i skierowała się do łazienki. Rutynowa poranna toaleta. Nałożyła delikatny makijaż i rozczesała włosy. Dziś postawiła przede wszystkim na wygodę dlatego założyła czarne rurki i nową, białą koszulkę z napisem "Be yourself!". Kiedy wyszła z łazienki już ubrana i odświeżona, było po ósmej. Zrobiła sobie szybką kawę i parę kanapek Piotrowi. Sama wiedziała że już nie zdąży zjeść. Wyszła z domu o 8:30, wiedziała że porannych korków nie uda jej się ominąć. Do szpitala dojechała idealnie na 9. Zaparkowała w swoim ulubionym miejscu i szybkim krokiem skierowała się na dyżur.

Piotr wstał około 9. Spojrzał na pustą i zimną już połowę łóżka. Położył głowę na poduszce Hany rozkoszując się jej zapachem. Po chwili wstał, poszedł do kuchni i pierwsze co rzuciło mu się w oczy to niewielka karteczka na stole. Otworzył ją i zobaczył piękne pismo ukochanej:
"Kanapki w lodówce, kocham H."
Uśmiechnął się do siebie. Wyjął jedzenie z lodówki i zaczął powoli jeść. Plan na cały dzisiejszy dzień miał mniej więcej ułożony. Na początku przejedzie się na siłownie, jednak o formę trzeba dbać!
Około 10 wyszedł z tomu z torbą sportowa na ramieniu i skierował się w stronę samochodu. W drodze do klubu odczuwał dziwny smutek i tęsknotę.. Włączył radio bo ciężko było mu znieść cisze bez delikatnego głosu Hany roześmianej od ucha do ucha. Nagle zawibrował mu telefon. Akurat stanął na czerwonym świetle więc od razu spojrzał na wyświetlacz. O wilku mowa! Przeczytał szybko treść wiadomości - ,,Bardzo beze mnie rozrabiasz?'' - szeroko się uśmiechnął i szybko odpisał- ,,Chyba raczej usycham z tęsknoty. Wszystko ok?'' Usłyszał głośny dźwięk klaksonu. Nawet nie zauważył kiedy zmieniło się światło. Zmienił bieg i ruszył dodając sporo gazu. Jak on uwielbiał szybką jazdę! BMW tylko cicho poszukiwało, nie wyrażając sprzeciwu z mocnego naciśnięcia pedała. Wyobrażał sobie co już by Hana mówiła. Wyrobiła sobie taki odruch, że podczas jazdy z nim co chwila patrzyła mu na licznik. Zawsze go prosiła żeby jeździł wolno, ale on chyba nie umiał.. W całym swoim życiu nie miał żadnej stłuczki, nawet nigdy nie dostał mandatu, więc uważał jej zaniepokojenie za bezsensowne. Kiedy zaparkował otrzymał odpowiedź - ,,Ok, straszny kocioł. Też tęsknie. Kocham cie" Serce mu zabiło szybciej. W tym samym momencie rozdzwonił się dzwonek. Mama... Mężczyzna przewrócił oczami. Zupełnie zapomniał o rodzicach, ostatnio z mamą rozmawiał pewnie z miesiąc temu przez kilka minut wymigając się pilną operacją. Do przejścia miał jeszcze kilkaset metrów więc wziął torbę, zamknął auto i przeciągnął słuchawkę.
- No cześć mamo
- Witaj Piotrze, zapomniało się o rodzicach co? - usłyszał wesoły głos matki
- Gdzie tam zapomniało - zaczął się tłumaczyć niczym małe dziecko - yyy... dużo pracy miałem
- Te dużo pracy nie jest przypadkiem śliczną blondynką o imieniu Hana? - w głosie matki wyraźnie można było wyczuć rozbawienie
- Skąd ty.. - zaczął zdziwiony, lecz po chwili się domyślił - No nie! Szymon! Normalnie urwę mu głowę - zaśmiał się
- Nawet nie wiesz jak się cieszę że jesteś szczęśliwy - odparła. Piotrowi przypomniał się znowu okres po rozstaniu z Magdą. Rodzice widzieli w jakim był stanie.. Jego matkę bolało chyba najbardziej to że nie mogła pomóc synowi i musiała patrzeć jak cierpi - To kiedy ją poznam? - to pytanie sprowadziło go na Ziemię
- Mamo..
- Przyjedźcie do nas na weekend, bardzo Cię proszę. Odwiedzisz stare śmieci i kochanych staruszków. Poza tym bardzo chciałabym ją poznać. Szymon tak dużo o niej naopowiadał..
- Cooo?
- Żartuje - kochał swoją mamę przede wszystkim za to poczucie humoru. Już krew mu napłynęła do policzków kiedy usłyszał że jego kuzyn mógł zachwycać się Haną. Zazdrość to zła rzecz.
- Przyjedziemy mamo obiecuję, odezwę się jeszcze. Przepraszam Cię ale właśnie idę na trening. Pozdrów tatę, pa! - rozłączył się kiedy akurat otwierał drzwi na siłownię. Miał jeszcze jakąś starą kartę klienta wiec już po kilku minutach był w przebieralni. Przebrał się, wziął ręcznik i wodę. Ostatni raz spojrzał na zdjęcie Hany ustawione na tapecie, odłożył telefon i zamknął szafkę. Udał się na salę treningową.

Wyszedł na świeże powietrze. Wziął głęboki wdech. O tak! Tego mu było trzeba, ciężki trening rozładował wszystkie negatywne emocje.  Zaczął kierować się w stronę samochodu. Chyba nawet troszkę przegiął, jutro jak nic będzie miał zakwasy. Wykręcił tak dobrze znany mu numer. Jeden sygnał..drugi.. Zdążył dojść i wsiąść do samochodu. Trzeci.. Po czwartym odłożył słuchawkę. Od razu pojawiła się nutka niepokoju o ukochaną. ,,Pewnie operuje" - pomyślał i starał się nie denerwować. Odłożył telefon na siedzenie obok i ruszył w kierunku Saskiej Kępy. Po kilkunastu minutach zaparkował pod swoim starym blokiem. Kiedy wszedł do mieszkania czuł się jak intruz. Wszystko było takie obce.. Może nawet pomyśli nad wynajmem albo sprzedażą? W końcu bez sensu żeby takie mieszkanie stało puste..
Poszedł wziąć prysznic. Ogolił się i przebrał w elegancką błękitna koszule i ciemne jeansy. Kiedy spojrzał na zegarek dochodziła 14. Udało mu się znaleźć dwa kartony więc zaczął pakować tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Wpadł na pomysł, że pojedzie do szpitala ot tak zobaczyć co tam u Hany, może znajdzie chwilkę i napije się z nim kawy. Coraz bardziej się denerwował że nawet nie oddzwania. Kiedy pakował jakieś ważne dokumenty z salonu znalazł ich wspólne zdjęcie z imprezy u Wiktorii. Uśmiechnął się mimowolnie, delikatnie je złożył i wsadził do portfela.
Zniósł kartony do samochodu i jeszcze raz spróbował zadzwonić do blondynki.. Była 15 więc Goldberg dopiero za dwie godziny kończyła dyżur. Pewny siebie poszedł tylko do kwiaciarni po drugiej strony ulicy  i kupił jej bukiet pięknych róż, po czym od razu ruszył w stronę Leśnej Góry.


Siedziała na krzesełku trzymając delikatnie ramię Wiktorii. Zaciskała zęby z bólu, do oczu mimowolnie nachodziły jej łzy. Znieczulenie jeszcze do końca nie zaczęło działać. Starała się nie patrzeć na swoje obolałe ramię. Słyszała tylko co chwilę delikatny stukot odkładanych kawałków szkła. No i było po nowej koszulce..Wiktoria przyjacielsko zaczęła rozmowę:
- Hana wiesz może jednak powinnam cię zatrzymać na oddziale? Te zasłabnięcie musi być czymś wywołane.. Do tego niepokoi mnie ten ciągły krwotok, na pewno nie jest to tętnica ramionowa ale ciągle nie mogę go zatamować..
- Niee Wiki, zaraz na pewno ustanie - zamknęła oczy, po policzkach popłynęło jej kilka łez
- Możesz mi jeszcze raz powiedzieć co się stało? - rudowłosa spojrzała na nią ze współczuciem  - Zaraz powinno zacząć działać znieczulenie - pocieszyła ją
- Wracałam z bloku, chyba z trzy godziny stałam przy stole. Chciałam napić się kawy i w końcu coś zjeść więc szłam do bufetu ale w pewnym momencie zrobiło mi się ciemno przed oczami i..
- Czekaj czekaj.. Czy ja dobrze usłyszałam? W końcu coś zjeść? Czy to znaczy ze ty jeszcze dziś nic nie jadłaś? - Wiktoria zrobiła wielkie oczy i przerwała na chwilę dotąd wykonywaną czynność.
Hana popatrzyła na nią nieprzytomnym wzrokiem. Nadal źle się czuła, było jej jakoś słabo i gorąco.. Nie miała już nawet siły dalej mówić.
- Boże Hana.. wiesz która jest godzina? Dochodzi 16 a ty przez cały dzień dziś nic nie zjadłaś - rudowłosa starała się brzmieć stanowczo a zarazem było jej strasznie szkoda przyjaciółki.
- Jakoś nie było okazji, miałam straszny kocioł na oddziale.
- Proszę podłączyć panią doktor do kroplówki i pobrać krew na badania - chirurg zwróciła się do najbliższej pielęgniarki - Okej, ostatni - wskazała na odłamek trzymany pęsetą. - Ale bez szwów się nie obejdzie.. - westchnęła cicho
W tym samym momencie do sali zabiegowej zajrzał Piotr. Zobaczył Hanę odwróconą do niego plecami, i Wiktorię która przygotowywała się do założenia jej szwów. Serce mu zamarło na ten widok, nie mógł nabrać wdechu. Szok.. strach.. nie mógł wymówić słowa.. W ręku trzymał bukiet róż dla ukochanej, a drzwiach minęła go pielęgniarka z kroplówką. Po chwili zobaczyła go Wiktoria
- No nie.. z tymi kwiatami tu nie wejdziesz
Coś się w nim odblokowało. Puścił się biegiem przez korytarz do pierwszej lepszej napotkanej osoby.
- Proszę bardzo to dla pani - oddał bukiet jakiejś staruszce która prawdopodobnie czekała na prześwietlenie. Wrócił do gabinetu i podszedł do ukochanej.
- Hana... co się stało? - powiedział załamanym głosem
Blondynka nic nie powiedziała tylko wymusiła delikatny uśmiech. Miała zamknięte oczy ale w jego głosie wyczuła strach i współczucie..
- Piotr proszę zaczekaj na korytarzu - Wiktoria wstała i dosłownie wypchnęła go za drzwi. Był w takim szoku że nie stawiał oporu. Usiadł na krześle i schował twarz w dłoniach.

- Zaraz pani doktor poczuje się lepiej - pielęgniarka uśmiechnęła się do niej życzliwie i podłączyła ją do kroplówki. Wzięła pobraną krew i wyszła. Wiktoria właśnie zakładała jej opatrunek.
- Osiem szwów... - mruknęła. Zdjęła rękawiczki i podeszła do biurka. - Więc tak, teraz czekasz aż zejdzie cała - wskazała na kroplówkę. - Wizyta kontrolna za dwa dni, na razie piszę ci zwolnienie na tydzień, po wizycie najwyżej albo ci przedłużę czy coś w zależności jak się będzie goić. Piszę ci też skierowanie na jakieś przeciwbólowe bo jak znieczulenie przestanie działać...
- Dziękuję Wiktoria - wtrąciła się blondynka, i delikatnie uśmiechnęła. Powoli wracały jej siły…

niedziela, 9 listopada 2014

Opowiadanie 1. część XII


Magda? Osoba która nie istnieje. Magda była człowiekiem któremu satysfakcję sprawiało ludzkie cierpienie. Pobawiła się troszkę ludzkimi uczuciami, a później fru! do kosza, model do wymiany. Aaa no tak i jeszcze kasa. Mężczyzna musiał być nadziany żeby panią utrzymać. Magda złamała jego serce na pół.. Dosłownie.. Po tym wszystkim czuł się nikim, już nie miał dla kogo żyć.. Codzienne smutki topił w alkoholu. Jak dobrze że Tretter wysłał go na przymusowy urlop, teraz nie mógł sobie wyobrazić co by się stało jakby przyszedł do pracy pod wpływem, albo chociażby na kacu. Lekarz jest zawodem zaufania. Człowiek powierza ci swoje życie, masz świadomość na co się godzisz kiedy wybierasz kierunek studiów. Nie możesz zawieść.. Z tej melancholii wyciągnęła go Wiktoria. Nigdy się nie zastanawiał co by było gdyby dziewczyna nie dała mu mocnego kopa, mówiąc żeby się ogarnął. Jednak Wiktoria nie umiała wyleczyć jego popękanego serca.. I wtedy pojawiła się ona. Hana. Takiego uczucia nie żywił nawet do Magdy. Nie wierzył ze coś takiego może jeszcze się wydarzyć. Myślał że Magda kompletnie pozbawiła go uczuć. Nigdy nie pomyślał że można tak nagle.. tak od pierwszego słowa.. od pierwszego wejrzenia.. że można tak stracić głowę. Zaklinał się że już nigdy więcej nikogo nie obdarzy takim zaufaniem, nikomu nie zrobi miejsca w swoim sercu. Jednak ona.. Kiedy pierwszy raz się spotkali zaklinał się w duchu że z nią nie porozmawiał, nie zostawił żadnego kontaktu. Jak tylko wrócił do domu, jego myśli wciąż krążyły wokół pięknej blondynki spotkanej w parku. Za nadrzędny cel postawił sobie odnalezienie owej kobiety, choćby nie wiem co. Jednak los chciał inaczej i widocznie zapisane im było że spotkają się już następnego dnia. Piotr już od początku wiedział że nieodwracalnie się zakochał. Nie mógł racjonalnie myśleć, nie mógł jeść, spać a nawet oddychać kiedy jej nie widział. Czuł niedosyt w każdej minucie kiedy tracił ją z oczu. Hana wyleczyła jego złamane serce, sprawiła że mógł z powrotem kogoś pokochać.
Wszystkie te myśli przeleciały mu przez głowę w ciągu dosłownie kilku sekund. Nadal trzymając swój skarb w rękach stanowczo odpowiedział nie odrywając z niej wzroku:
- Hana.. Magda dla mnie nie istnieje. Chcę żebyś wiedziała że kocham ciebie i tylko ciebie.. Zawładnęłaś moim sercem - chwycił jej dłoń i położył sobie na mostku. - Ono należy tylko do ciebie
Wzruszyła się tym wyznaniem. Wiedziała ile musiało go to kosztować. Momentalnie zaszkliły jej się oczy. Nic nie odpowiedziała tylko delikatnie przywarła do niego ustami. Na moment całkowicie zapomnieli o rzeczywistości, czuli się jakby w innym wymiarze, gdzie są tylko oni. Trwało to może kilka sekund, może kilka minut. Dla nich nie miało to żadnego znaczenia.
- Ach ci młodzi! Tylko amory im w głowie - skwitowała pewna staruszka, która właśnie ich mijała. Para gwałtownie oderwała się od siebie jakby zostali na czymś przyłapani. Hana dodatkowo zaczerwieniła się po uszy. Oboje się zaśmiali.
- Kocham cię - szepnęła mu do ucha
Wrócili do domu. Było już grubo po 22. Kompletnie stracili poczucie czasu. Do mieszkania oboje wpadli zdyszani bo Piotr urządził Hanie zamiast grzecznego czekania na windę - gonienie się po schodach. Oboje byli tacy szczęśliwi..
- Na którą jutro masz do szpitala? - spytał w przerwie między pocałunkami kiedy tylko przekroczyli próg domu i zatrzasnęli drzwi
- Na 9 - Hana otworzyła oczy i utonęła w zieleni tęczówek swego ukochanego
- Ja mam jutro nockę - na jego twarzy zagościł niemały grymas. Wręcz nie cierpiał samotnych dyżurów.. Do tego pewnie cały dzień spędzi dosłownie nic nie robiąc, tylko usychając z tęsknoty za Haną i zaklinając się że nigdy więcej nie zgodzi się na jakiekolwiek zastępstwo. Ale miał dług u Sambora i w tym wypadku nie wypadało mu odmówić.
- Jakoś to przeżyjemy - Hana wtopiła rękę w jego gęste, kasztanowe włosy równocześnie delikatnie się uśmiechając. - Lecę się wykąpać - mruknęła mu do ucha
- A mogę z tobą? - Spojrzał na nią zalotnie w wyniku czego dostał kuksańca w bok - Masz ochotę na coś do jedzenia?
- No coś ty! Zwariowałeś? Jeść o tej porze? - Hana zrobiła taką minę że Piotr nie mógł się powstrzymać i wybuchnął śmiechem.
Przyszykował sobie kilka kanapek, i zagotował wodę na herbatę. Nie liczył że Hana prędko wyjdzie z tej łazienki. Usiadł przy stole i zajął się jedzeniem wymyślając sobie jakieś plany na jutro. Dość dawno nie był na siłowni, może dobrze mu zrobi taki mały trening? Choć i tak na formę nie narzeka. Później wpadł by do swojego mieszkania po jakieś ciuchy, Hana już dawno zrobiła mu miejsce (chociaż niewielkie) w swojej szafie.
Po co najmniej półgodzinnej kąpieli z łazienki wyszła Hana. Piotr spojrzał na nią już trochę nieprzytomnym wzrokiem, powstrzymywał się żeby nie zasnąć. Jednak był to długi dzień. Minęli się w drodze wymieniając jedynie uśmiechy. Piotr nie mógł też nie zerknąć na jej zgrabne nogi..
Hana skierowała się do sypialni. Dopiero teraz prawdziwe zmęczenie dało jej się we znaki. Owinęła się w mięciutką kołdrę i nastawiła budzik na 7:30. Napisała jeszcze tylko SMS-a do Przemka czy wszystko w porządku. Po kilku minutach w odpowiedzi zwrotnej oprócz zapewnienia ze wszystko jest okej, brat życzył jej miłej nocy. Zaśmiała się w duchu rozumiejąc dwuznaczność tych słów i odłożyła telefon na szafkę poprzednio podłączając go do ładowania. Czekając na swojego mężczyznę sama nie wiedziała kiedy odpłynęła do krainy Morfeusza..
Piotr po dziesięciu minutach wyszedł z łazienki. W sypialni zorientował się ze Hana już śpi. Przystanął na chwilę i na nią popatrzył.. Mógłby tak patrzyć całą wieczność. Położył się obok niej i wtulił w jej plecy. Tak pięknie pachniała! I jeszcze te włosy.. Pocałował ją w czoło i sam po chwili odpłynął. Oboje nie wiedzieli, ile jutro czeka ich niespodzianek.